środa, 3 września 2008

Czas na przerwę :)

Na herbatkę i pączusie z marmoladką. A także na przejrzenie nowej Werandy i Art & decoration.



Dzielę się z Wami kilkoma zdjęciami.
Idealny dywan do pokoju mojego synka. Gdzie taki dostać? Motyw przewodni z piratami rewelacja. Kolorystyka też mi pasuje. A ten misio na fotelu? przesłodki!


Cudne łóżeczko dla maluszka.


Było coś dla synka, teraz coś dla mamusi ;) Wymarzone kieliszki. Kwiatowe, delikatne, cudne.
Poniżej patera (!) i sztućce (!!).
Powolutku gromadzimy z mężem dobytek i jak na razie mamy jedynie najprostsze ikeowskie kieliszki i podprowadzone z rodzinnego domu zbędne, zdekompletowane sztuće. Zdołałam jednak wyszperać w sklepiku ze starociami kilka różnych łyżeczek do herbaty. Ta na zdjęciu powyżej była pierwsza. Wiąże się z nią pewna historia.
Otóż moja mama wyprowadzała się z dotychczasowego mieszkania i my również postanowiliśmy coś dla siebie znaleźć. Wyobrażaliśmy sobie tułaczkę po wynajętych lokalach, w które trzeba 'wejść' z całą dobrocią inwentarza, bez możliwości wykonywania remontu. Oboje wiedzieliśmy, że mnie to zabije ;) Doradzono nam, by złożyć dokumenty na mieszkanie w nowo budowanych blokach tbs. Na miejscu okazało się, że jest ostatni dzień składania podań. Nie mieliśmy wielkich nadziei. Moja ciocia powtarzała mi - 'Martusiu, nie martw się. Ja ci mówię, że w swoje imieniny dowiesz się, że macie mieszkanie.' Dwa tygodnie później nadszedł ten dzień. Zrezygnowana udałam się na odstresowujący spacer i nogi same zaprowadziły mnie do nowego sklepiku ze starociami, o istnieniu którego nie miałam pojęcia. Wyszperałam i kupiłam łyżeczkę, która mnie urzekła. Pomyślałam sobie 'I tak nam się nie uda z mieszkaniem, więc będę miała choć swoją łyżeczkę.' (trzeba Wam wiedzieć, że jestem pesymistką, jakich mało). W drodze powrotnej otrzymałam telefon od Tomasza. Na wdechu wyrecytował mi nowy adres i że klucze do odbioru za kilka dni. Nieomal zemdlałam.
Od tej pory łyżeczkę darzę szczególnym sentymentem, jest dla mnie przedmiotem symbolicznym. A ciocię Aldonę nazywam 'czarownicą'. Oczywiście w pozytywnym sensie.

9 komentarzy:

Nasza kochana ruderka. pisze...

Przesliczna filizanka!!!Nie wiem skad ja masz ale ja tez chce taka:-)Oczywiscie twoje lyzeczki uroda nie odstaja.Piekny kaplet.Az chce sie napic herbatki.Niedlugo wpadne!Pozdrowieonka

anne pisze...

fajnie, gdy z naszymi ulubionymi przedmiotami wiążą sie jakieś historie, wspomnienia... a lawenda to ten dzisiejszy zakup?? :))
filiżanka piękna, mam (chyba) kubek do kompletu - zresztą miał swoja "sesję fotograficzną" i jest "gdzieś" na moim blogu :)))

Kamilcia pisze...

byłam pewna, ze wczoraj pisałam posta w notce o przetworach - jakieś zwidy czy co... w każdym razie druga próba teraz - cieszę się, że pojawił się kolejny blog, przy którym można z poranną kawą spędzić miłe chwile :) na pewno będę częstym gościem u Ciebie.

p.s. dywan rzeczywiście super

Królewna pisze...

Piękna filiżanka! Jakaś antyczna?
P.S. Jako osobie stojącej u progu dorosłości, która zostanie prawdopodobnie za dwa lata skonfrontowana z problemem braku własnego mieszkania i rodziny w innym mieście, do którego planuje się przenieść po studiach, łatwo jest sobie wyobrazić, że człowiek nie wierzy w to, że może MIEĆ mieszkanie i jak się z tego cieszy, że jednak się okazuje inaczej... ;)

monika pisze...

Piękna filiżanka, uwielbiam też taką ażurową porcelanę jakiej kawałek widać na tym zdjęciu! I piękna historia poniżej :)
Miłego blogowania :)

decomarta pisze...

Nie wiem jak mam dziękować za tak cudne komentarze! Zrobiło mi się miło i ciepło :)

Aniu - liczę na to, że październik aktualy?

Anne - Tak, lawenda dzisiejszy zakup. Sporo tego było w najlepszej kwiaciarni w mieście. Wybrałam takie z prawie samymi pączkami, żeby się trochę dlużej nacieszyć. Jutro rano wrzucę fotki z balkonu na pożarcie.

Kamilcia - a co, post zniknął? Dziwne, zaraz spojrzę. Dziękuję za Twoje słowa. Oczywiście zapraszam serdecznie :D

Królewna - hehe, filiżanka niestety współczesna, część kompletu. Z radością zauważyłam, że na zdjęciach prezentuje się ciekawie. Co do mieszkania, to prawda, że radość przeogromna! Nie martw się. Życie tak dziwnie się plecie, że w końcu wszystko jakoś się układa.

joanna.ka pisze...

Każda rzecz powinna mieć jakąś swoją historię, prawda?
Lyżeczka śliczna :))

Powrócę do poprzedniego postu z PIEKNYM zdjęciem - mam nadzieję, że gdzieś je eksponujesz? Bo warto, bo jest wzruszające, bo urzeka...

decomarta pisze...

Joanko... cóż mam powiedzieć? Wzruszyły mnie Twoje słowa. Jak narazie eksponje je na tapecie mojego komputera. Ale mąż mi tu właśnie podpowiada, że rozejrzy się za jakimś konkursem. Rumienię się...

Dzidzia pisze...

witaj,
jestem tu po raz pierwszy - ale zapewniam że nie ostatni... ależ cudności wynalazłaś... a to łóżeczko dla synka- rewelacja! Właśnie takiego pomysłu nam trzeba... :)

I jeszcze chciałam napisać że super się czyta Twojego bloga...

Pozdrawiam,
Magda