piątek, 17 września 2010

Hej-ho!

Witajcie!
Dzisiejsza pogoda doprowadza mnie do niesamowitej huśtawki nastrojów! To świeci słońce, to pada deszcz.... grrr.... W dodatku od wielu dni prześladuje mnie migrena. Kilka razy do roku przyczepia się takie namolne paskudztwo i żyć nie daje. Wtedy właściwie wegetuję.
Jednak są na szczęście pozytywne wydarzenia, które sprawiają, że mimo deszczu pokazuje się słońce, specjalnie dla mnie. Dostałam miłą propozycję pokazania naszego mieszkanka na wspaniałej stronie z niesamowitymi inspiracjami DECOmyplace Byłyście już tam?! Zapraszam! Mnie aż głowa pęka od inspiracji. Tutaj możecie zajrzeć do naszego skromnego mieszkanka. Nic nowego, a jednak zapraszam :)


Idę wziąć aspirynę i legnąć w gruzach. Mąż w domu, więc mogę :)
Zosia dołącza się do buziaków!



English version

Welcome!
Today's weather brings me to an incredible mood swings! In one moment the sun is shining, in another it's raining .... grrr .... In addition, i have migraine, from loooong and painfull days.
Unfortunately it catch me several times a year. I can only vegetate then.
However, there are positive developments, which make me smile, no mather what. For example, I got a nice offer to show our apartment on a great website with incredible inspirations DECOmyplace Have you been already there? I surfing trough sea of beautiful images and my head bursting with inspiration. Here you can look into our tiny flat. Nothing new, but I invite you anyway :)

Oh! And Sophie send you kisses :)

czwartek, 2 września 2010

Lubię.....

Joanna zaprosiła mnie do blogowej zabawy w "Lubię". Postanowiłam się przyłączyć.


Trzeba:
1. Napisać przez kogo zostało się zaproszonym.
2. Wymienić 10 ulubionych rzeczy
3. Zaprosić kolejne 10 osób i powiadomić je w komentarzach o zaproszeniu do zabawy

A zatem.... co lubię?

1. ......jeść karmel prosto z puszki. Kilogramami :)
2. .....literaturę fantasy. Kocham Sapkowskiego, Rice, Meyer, Kossakowską......
3. .....gdy robota pali mi się w rękach i wpadam w ten wspaniały stan, gdy wszystko się chce, a lenia nie czuć nic a nic
4. .....poranki w łóżku, gdy Zocha ciągnie mnie za włosy i obgryza zabawki, a Tomi próbuje dobrać się do telefonu tatusia :)
5.......napić się mleka i poczytać Potop Sienkiewicza, lub książkę o historii mojego miasta, gdy za oknem deszcz, bądź śnieg
6...... buszować po lumpeksach i ten moment, gdy uświadamiam sobie, że właśnie wyłowiłam prawdziwą perełkę
7....... zasypiać ze słuchawkami na uszach
8....... gdy Tomi goni Zosię chodzącą w chodziku. Wtedy Sonka podskakuje jak kreskówka, odpala wrotki jak Struś Pędziwiatr stojąc przez chwilę w miejscu, a potem ucieka zwariowanemu bratu. Biegają po domu i śmieją się do rozpuku, bo nikt nie potrafi jej rozśmieszyć tak, jak starszy brat.
9........ poezję Lechonia
10...... otrzymywać miłe komentarze i maile od moich Czytelników :)


Do zabawy zapraszam Karolinę, Mili, Ivon, Nulencję, Alizee, Kamilcię, Lorkę, Byziaka, Cathe, Iwjardim.



English version

Joan invited me to blogging fun in the "I like". I decided to join.


You must:
1st Write who invited you.
2nd Tell about 10 favorite things
3rd Invite another 10 people

Ok. So.... what I like?

1st ...... Eat carmel straight from the can. Pounds of it :)
2nd ..... Fantasy literature. I love Sapkowski, Rice, Meyer Kossakowska ......
3rd ..... When the work burns in my hands and I fall in this great state, when all you want, is create
4th ..... Mornings in bed, when Zosia pulls my hair and bite her toys, and Tomi trying to get daddy's iPhone :)
5th ...... drink warm milk and read Potop by Sienkiewicz, or a book about history of my home town, when the rain or snow outside the window
6th ..... second hands and the moment when you realize that you found a real treasure
7th ...... fall asleep with headphones on and listen to good music
8th ...... When Tomi chasing Zosia (she is walking in the walker). Then she jumps like a cartoon, and starts to run like the Road Runner. They running around the house and laugh like crazy.
9th ....... poetry of Lechon
10th ..... receive nice comments and emails from my readers :)

sobota, 28 sierpnia 2010

Moje Momiji

Miało być o przedpokoju, ale musiałam się szybko czymś pochwalić :)

Nigdy nie myślałam, że w spodoba mi się coś z kręgu kultury japońskiej. Nigdy nie byłam fanką Dalekiego Wschodu. Jednak jakiś czas temu trafiłam w sieci na cudowne szpuleczki Kokeshi. Zakochałam się w nich z miejsca i cicho wzdychałam do komputera. Dziś wybrałam się do mojego ulubionego lumpeksu, w którym znalazłam już mnóstwo skarbów i na wejściu powitało mnie to cudeńko. Kupiłam ją bez zastanowienia, dosłownie za bezcen. Już w domu zaczęłam przeglądać internet i dowiedziałam się, że taki rodzaj laleczkę nazywa się Momiji. Ku mojemu zdziwieniu odkryłam, że istnieje całe zagłębie laleczek Momiji :) i całkowicie oddałam im moje serce. Przeglądam sklep i zachwycam się każdą z kolei, marząc by ją mieć. Zajrzyjcie do sklepu!
Okazuje się, że każda z lalek ma swoją osobowość i historię. Są posłańcami przyjaźni i miłości. Każda kryje w sobie przesłanie. Tutaj możecie przeczytać o historii ich powstania. A tutaj znalazłam moją nową koleżankę :)



Mam chrapkę na kilka kolejnych i coś czuję, że się skuszę :) Mam już faworytkę. Wybór nie powinien chyba nikogo dziwić, prawda? :D Zobaczcie!

Postanowiłam, że każdy post będę streszczać w kilku słowach po angielsku, w związku ze zwiększającą się liczbą zagranicznych czytelników :) Skoro słyszę głosy, że ktoś nie rozumie ni w ząb, o czym piszę, wychodzę naprzeciw :)


I was supposed to show you my hallway, but I had something to show you first:)
I never thought that I'd like something of Japanese culture. I've never been a big fan of the Far East. However, some time ago I found a wonderful Kokeshi. I fell in love with them and sighed quietly to the computer. Today I went to my favorite second hand, which is a real mine treasures and I saw this little cute
. I bought it without thinking, literally for a penny. Back at home I started to browse the internet and found out that this kind of doll is named Momiji. To my surprise I discovered that there is a whole world of Momiji dolls:) and I gave them my full heart. I check out the store and my heart sink a little with every little momiji. Look to the store!
It turns out that each doll has its own personality and history. They are messengers of friendship and love. Each doll has hidden letter with kind worlds. Here you can read about the history of their creation. And here I found my new friend :)

I have a feeling, that I will have a few more :) I have the favorite already. The choice probably should not surprise anyone, right? : D See!

I decided that every post I will summarize in a few words in English, in conjunction with the increasing number of foreign readers:) If I hear voices that someone don't understand a word, I feel obliged to translate.

Pozdrawiam Was serdecznie!

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

My na okładce IKEA :D

Świetny pomysł miała w tym roku IKEA, naprawdę przedni. Nie dość, że mnóstwo frajdy przy domorosłej sesji fotograficznej, to na dodatek radość przy oglądaniu okładki katalogu bezcenna. Planuję nieskromnie ją sobie oprawić na przyszłość :) Dotarł dziś - katalog XXL z nami na okładce :)
EDIT!
Dopiero po komentarzach się zorientowałam, że dałam Wam niezły skrót myślowy. Oczywiście tylko ja mam egzemplarz katalogu z "moją" okładką. Taka akcja :) To, że ja o tym wiedziałam, nie znaczy, że każdy musiał wiedzieć. Przepraszam, jeśli kogoś wprowadziłam w błąd.

A co w środku?
Zachwyciło mnie kilka rzeczy. Piszczałam przy jednej :) Jak zwykle piękne aranżacje, coraz więcej z nich w moim guście. Dzięki IKEA zaczynają podobać mi się czarne meble, które w połączeniu z szarymi ścianami dają posmak tajemnicy. Chodzi za mną teraz pewien plan, ale boję się, że mąż zechce nade mną odprawiać egzorcyzmy, jeśli mu go wyłożę. Muszę to przemyśleć :) Poniżej zdjęcie. Oczywiście kocham takie wysokie, ozdobne futryny i listwy przypodłogowe. Tęsknie za nimi, przez wiele lat miałam takie w panieńskim mieszkaniu. Coś wspaniałego. Teraz mogę sobie na nie popatrzeć w katalogu. Zachwycam się jadalnią ukazaną w tle. Choć osobiście marzą mi się krzesła-starocie, najlepiej każde inne, to te przedstawione tutaj mnie urzekły.
Zastanawiam się też nad inną sprawą - dlaczego w IKEA nie można kupić tych ozdobnych, stojących literek? Już chyba drugi rok z rzędu oglądam je w katalogu, ślinię się i liczę, ze pojawią się w ofercie. Serio, mogłyby. Podejrzewam, że sprzedawałyby się dobrze.


MUSZĘ kupić te białe ramki na zdjęcia (w głębi).


Ostatnio macałam w sklepie te niebieskie poduszki. Baaaaardzo mi się podobają, ale cena niestety jak dla mnie zaporowa. No nie ma takiej siły, która zmusi mnie wydać 60 zł na poduszki. Wiem, sknera ze mnie 0_o sądzę jednak, że to za drogo, zwłaszcza na IKEA.


A jeśli chodzi o te białe zasłonki, to cena jest jak najbardziej przystępna - za komplet 99 zł. Zamierzam kupić, uprzednio zmacawszy na ekspozycji :)


Chcecie wiedzieć przy czym piszczałam? Przy tej farmie :) Jest absolutnie czadowa!


To tyle. Macam wciąż katalog i macam, jestem pewna, że jeszcze coś ciekawego znajdę. Oczywiście jest mnóstwo skorup, gadżetów kuchennych, które chętnie bym przygarnęła. Zawsze jestem chora na skorupy w IKEA, zwłaszcza na kieliszki. I meble kuchenne bym przygarnęła, to akurat się nie zmienia. Co roku wzdycham do STAT, katalogi z poprzednich lat same mi się już na tej stronie otwierają :) I biała pościel.... Ech, wszystko po kolei. Z czasem.
A co u Was słychać moi mili?

Pozdrawiam serdecznie!

piątek, 20 sierpnia 2010

Cool, mamo!

Wakacje nam się powoli kończą. Mąż w poniedziałek wraca do pracy, po dwutygodniowym urlopie. Troszkę nas nie było, stad cisza. Wybaczcie. Obiecuję, obiecuję, ale cóż począć, gdy nadarza się okazja do wspólnego wypoczynku? Wróciłam, już nigdzie się nie wybieram :)
A gdzie byłam? O, choćby tutaj.... Ktoś poznaje po skraweczku mapy?


Wybraliśmy się z dzieciakami do poznańskiego zoo. Tomi był w euforii, a Zocha miała wszystko gdzieś. Najważniejsze, że można było poklepać tatkę po łysince i to wystarczyło za wszelkie atrakcje. Poza tym jeśli Tomek się śmieje, Zosia też się śmieje. Jest między nimi jakieś dziwne połączenie, ale nikt nie jest w stanie tak rozśmieszyć małej, jak jej brat (no, może jeszcze gilgotki mamy).




Kochają się te nasze szkraby. Nie wiadomo kiedy to urosło, dopiero się jedno z drugim urodziło, a tu już Zocha skończyła siedem miesięcy, a Tomek kilka dni później cztery lata. Szok.



Co do tytułu, "cool" to nowe określenie przyswojone przez Tomka. Wciąż podłapuje jakieś angielskie słówka, albo wchodzi na google tłumacz, wpisuje polskie słowa tłumaczy je sobie. I powiem Wam jedno - dzieci mają niesamowitą pamięć!
Określenie od wczoraj używane odnośnie nowej lampki, która trafiła pod nasz dach, by ocieplać i rozświetlać sypialnię/pokój szkrabów. Od wczoraj to oficjalnie nasz ulubiony pokój :)
Nie dość, że świeci jasno, że daje piękny efekt świetlny na suficie, to światło jest ciepłe i przyjazne. Już nie mogę doczekać się długich jesiennych, albo zimowych wieczorów z dzieciakami, jakąś książką i naszą lampką :)
No i na dodatek to ta wymarzona lampka!
Dość powiedzieć, że od momentu, gdy pan kurier zadzwonił domofonem, do chwili, gdy zabłysnęła na swoim docelowym miejscu, zachowywałam się mało dorośle ku uciesze syna i konsternacji córki. Mama piszczała, skakała, a gdy odpakowała muchomorka z pudła, chyba nawet troszkę uśliniła :/
Przy okazji chciałam podziękować dziewczynom z Żyraf z Szafy za baloniki dla dzieci :) Jeszcze raz polecam sklep! Ja się teraz przymierzam do prasowanek. Mam pewien plan ;P
Obiecuję, że nie będę Was więcej zamęczać muchomorkami! (póki co....) Pewnie macie także dosyć pokoju dziecięcego. Następny na tapetę idzie przedpokój, bo powiedźmy, że skończyłam. Powiedźmy ;)


Pozdrawiam weekendowo!

czwartek, 29 lipca 2010

O czym by tu.... może o muchomorkach? :D

Witajcie!

Tyle się ostatnio u mnie dzieje, a jednocześnie czas jakoś wolno płynie. Dziwny jest ten świat :)
Obok złych, mają miejsce dobre rzeczy, pozytywne wydarzenia przeplatają się z tymi negatywnymi. Wiadomo, równowaga musi być we wszechświecie.
Dziś będzie o sprawach miłych, przyjemnych, mniejszych i większych radościach.
Na początek może o niespodziewanym, ale jakże uroczym prezencie od cioci Jaszki !
Wielokrotnie pisałam, że Jaszka zwariowana i kochana zarazem jest i nikogo to już nie powinno dziwić :) I za każdym razem w swej dobroci i pozytywnym szaleństwie przechodzi samą siebie. Otrzymałam kolejną niespodziewaną przesyłkę. Popatrzcie same. Mnie się paszcza śmieje i już kombinuję co by z tych śliczności wyczarować. Oczywiście mam już pewne plany, które oczywiście dotyczą pokoju maluchów :)
Buziaki Jaszmurko! I wielkie, wielkie dzięki!


By pozostać w temacie....
Jak Wam wiadomo, mam fioła na punkcie muchomorków (widzę jak przewracacie oczami) i francuskich blogów z cudownymi rzeczami dla dzieci. Przeżyłam ostatnio pozytywny szok trafiając na stronę sklepu Żyrafy z szafy który połączył obie moje pasje :) Mnóstwo tu motywów grzybkowych, są nawet gwiazdki :) Pokazuję Wam moją listę marzeń...

do przechowywania.... Mamy taką czerwoną walizeczkę, ale te niebieskie są urocze, prawda?


poduszeczki w grzybeczki :)


naklejki na ścianę....


and....
lampki! Tak, sklep ma w ofercie te cudne, piękne lampki, o których truję Wam od dłuższego czasu! Popatrzcie tylko!


oraz....
Lampkę muchomorek!
Z radości po raz kolejny zaplułam sobie komputer 0_o


Wybaczcie, ale nie mogę powstrzymać radości i czuję się znów jak nastolatka, bądź psychofanka sagi "Zmierzch" tuż przed premierą kolejnej części, bo.... to cudo wkrótce będzie moje! To znaczy.... khem.... moich dzieci :D
Tak, stanę się szczęśliwą posiadaczką mojej wymarzonej lampki i nie omieszkam się nią Wam pochwalić :)
I kto powiedział, że marzenia się nie spełniają?
Pozdrawiam Was serdecznie!

P.S.

W niedziele mąż zabiera mnie na giełdę staroci celem wyszukania wymarzonego stolika kawowego! Trzymajcie kciuki, żeby coś się udało znaleźć po okazyjnej cenie. Marzę o takim z toczonymi nogami.... Tak bym Wam chciała wkrótce pokazać jakieś zmiany w mieszkaniu! A tu nic się nie dzieje!

poniedziałek, 19 lipca 2010

Syrenka

Buszuję po Waszych blogach, oglądam nowości i cieszę się, że nie u wszystkich sezon ogórkowy. Wiele z Was pracuje, pokazuje nowości, czy to na blogach handmade, czy wnętrzarskich, czy też tych traktujących o jednym i drugim. A ja się troszkę obijam twórczo. I na jednym i na drugim polu, a praca idzie mi dość mozolnie. Powody dwa, o nich poniżej.
Po pierwsze niemoc twórcza. Choć pomysłów multum, to jakaś taka rozleniwiona jestem i nie chce mi się zabrać do pracy.
W bólach tejże niemocy twórczej, która postanowiła zawieśić się w połowie pracy, powstała syrenka. Póki co bezimienna. Zosia się jej wstydzi 0_o a Tomi nie może przestać śmiać się z jej "cycusków". Co z tego dziecka wyrośnie, to ja nie wiem :)



Przy okazji pokazuję jakich sukienek doczekały się inne zosienkowe lale.


Mam tyle pomysłów na przeróbki, przemeblowania, innowacje w mieszkaniu, a nie mam możliwości wprowadzenia ich w życie. Nie mam jak jechać na giełdę, żeby kupić kluczowe elementy (stolik kawowy, szafka pod telewizor....) Jak w niedzielę, kiedy to handlują starociami, nie jest upał (a muszę jechać z półrocznym dzieckiem), to leje. Jak jest ładnie to nie mam pieniędzy. Słowo daję, szlag mnie czasami trafia. A takie mam piękne plany :)
Nic się zatem nie dzieje specjalnego, nie ma się więc czym chwalić. Słyszałam ostatnio od kilku osób, że tęskniły za moimi kolorowymi zdjęciami :) Zatem pokazuję to, co w naszym domu najbardziej kolorowe - pokój dzieci (raczej jego fragment), a także jego mieszkańców. Słowo daję, że zwariowani po mamusi :D




Pozdrawiam!!!!