wtorek, 18 sierpnia 2009

Kwiatowe uchwyty i konikowe olśnienie

Moje gałeczki :) Przyjechały dziś rano w iście ekspresowym tempie! Są takie, jak sobie wymyśliłam, a nawet lepsze, bo nie całkiem białe, a w odcieniu złamanej bieli, bardzo vintage. Aniu! Dziękuję raz jeszcze za ekspresowe tempo i serdeczność!


W komentarzach do ostatniego posta dostałam od MonichenR link do zdjęcia konika. Identycznego, jak nasz. Tak właśnie będzie wyglądał po przeróbce.


Jutro wyruszam na poszukiwania odpowiedniego sznurka na bujną grzywę i ogon. Postanowiłam też skombinować uszy, bez nich wygląda dziwnie. Wiedziałam, że czegoś naszemu drewniakowi brakuje, a dopiero po zerknięciu na powyższe zdjęcie zorientowałam się, że chodzi o uszy :) Dostanie więc uszy.

niedziela, 16 sierpnia 2009

Konik

Wybraliśmy się dziś na giełdę staroci i wypatrzyłam dla moich dzieci (strasznie bawi mnie ta liczba mnoga :)) konika na biegunach. Za dosłownie kilka złotych. Cieszę się z tego zakupu jak dziecko.
Jest stary, brudny i zniszczony ale od jutra zabieram się za odnawianie. Jak to stwierdził mój trzylatek "Konik będzie jak nowy".
Zamierzam pomalować go na biało, a w miejsce wysłużonej włóczkowej grzywy i ogona wstawić pióropusze ze wstążek. No chyba, że wpadnę na jakiś inny pomysł. A może wy jakiś macie?


Chciałabym także podziękować wszystkim serdecznym osobom, które zgłosiły chęć pośredniczenia w zakupie gałek. Jestem ogromie wdzięczna, udało mi się umówić z Anią z decomanii. Wszystko mamy obgadane :)

piątek, 14 sierpnia 2009

Zgadnijcie co??


Będziemy mieli małą Zosię :DDDDD

czwartek, 13 sierpnia 2009

Miseczki, candy i ogromna prośba!

Wpadłam ostatnio przejazdem do znajomej graciarni i wydobyłam spod sterty klamotów miseczki. Są maleńkie, właśnie takie, w jakich w restauracjach podają sosy do dań. Jest ich sześć, a urzekł mnie motyw kwiatowy (przypomina kielich tulipana) Poza tym są białe, a ja zbieram białe kuchenne skorupy. Niby nic wielkiego, a cieszy me oko.



Druga sprawa. Nulka ogłasza candy, a ja mam chrapkę na nagrodę. Wrzucam więc link i zdjęcie.


Oraz candy u Mirabeel


A teraz ostatnia sprawa, dla mnie niezwykle paląca! Otóż jak zwykle ponakręcałyśmy się z moją Anią przeróżniastymi ślicznościami dla dzieci i innymi cudami ze strony Zara Home. Od dawna chorowałam na przepiękne ceramiczne gałki do szaf. Przede mną remont łazienki (jupi!) wszystko obmyślone i wymierzone, jedyną niewiadomą są właśnie gałki do szafy łazienkowej. Marzę o takich (potrzebne 2 sztuki)
Piękna prawda? U Ani są dostępne, o proszę Zara Spain. Jednak nie bardzo jak możemy rozwiązać kwestię ich zakupu i przesyłki.
I tu ogromna prośba do mieszkanek Poznania i okolic!
Czy któraś z Was, drogie Panie wybiera się w najbliższym czasie do Starego Browaru, gdzie podobno otwarto Zara Home? Czy mogłaby któraś z Was sprawdzić, czy takie, bądz inne gałki ceramiczne są w tymże sklepie dostępne? I w końcu czy mogłaby mi zakupić i przesłać, jeśli wynik rekonesansu będzie pozytywny? Ja bym pieniążki przelała na konto, także za przesyłkę. Czy mogę na którąś z Was liczyć??

Pozdrawiam!

P.S.

Ach tak, w Wylęgarni i Decobazaarze nowa dostawa moich "wypieków". Zapraszam!

wtorek, 11 sierpnia 2009

Słoikowo

Obiecałam przepisy na weki, będą więc przepisy. Szczerze mówiąc moja spiżarnia pęka w szwach i nie mam już miejsca na nic, ale jak znam życie czeka mnie jeszcze gotowanie powideł śliwkowych, jagody, grzybki i może jeszcze coś wymyślę...
Wcześniej tego roku robiłam już kompot z truskawek, dżemy owocowe oraz moje kochane ogóry kiszone, a teraz przyszła pora na coś konkretniejszego. Uzbrojona w przepisy zaatakowałam kuchnię i oto efekt. W sumie powstało pewnie niewiele, w porównaniu ze spiżarniami niektórych gospodyń, jednak nasza rodzina jest mała, a mój mąż nie przepada za niektórymi dodatkami do dań. Zrobiłam zatem po kilka słoików.

I tak od prawej mamy ogórki w musztardzie. Podobno pycha, robiłam pierwszy raz, okaże się. Dalej buraczki, surówka z warzyw i marynowana papryka. Te przepisy mam sprawdzone i bardzo je lubię.


Buraczki

6 kg buraczków (ugotować i zetrzeć)
Zalewa
4 szklanki wody, 2-3 szklanki cukru, po 15 ziarenek ziela angielskiego, pieprzu, 15 liści laurowych, 10 goździków, 6 ząbków czosnku, 6 małych drobno pokrojonych cebul, 3 łyżki soli. Zalewę zagotować. Pod koniec dodać 1,5 szklanki octu.
Starte buraczki wymieszać z zalewą i odstawić na 10-12 godzin. Później przełożyć do słoiczków i pasteryzować przez 20 minut.


Surówka warzywna

Po 0,5 kg marchwi, jabłek, białej kapusty, czerwonej papryki, cebuli i 250 g zielonych ogórków. Wszystko poszatkować, bądź zetrzeć.
Warzywa zalać 0,5 szklanki octu, wsypać 2 łyżki soli, 2,5 łyżki cukru. Wymieszać. Odstawić na 4 godziny.
Napełnić surówką słoiki. Do każdego z nich włożyć po 2 ziarenka pieprzu i ziela angielskiego, a także łyżkę oliwy. Pasteryzować 30 minut.


Marynowana papryka

Zagotować: 1 szklankę octu, 5 szklanek wody, 1 łyżeczkę soli, 0,5 szklanki cukru. W każdym słoiku umieścić pokrojoną paprykę, a także po 2 ziarna ziela angielskiego i pieprzu, oraz gorczycę i po ząbku czosnku.
Pasteryzować 5 minut.

Właśnie pochłonęłam na obiad buraczki (na spółę z synem). Pyszota. Polecam :) Przepis mam od teściowej.

poniedziałek, 10 sierpnia 2009

Przekrojowo

Oj, dużo się działo u mnie, a także obok mnie przez te dwa miesiące :)
Mój synek skończył trzy latka i z tej okazji dmuchał świeczki na torcie (pięć razy :D). Jestem z niego bardzo dumna! Jest mądrym chłopcem, moją iskierką, a od września idzie do przedszkola. Dołączy do grona maluszków i nieco się boję o niego. Jest nieśmiały i nie wiem jak sobie poradzi. Pewnie będę jedną z tych nadwrażliwych matek wiszących na płocie przedszkola. Ech... dzieci rosną, a my się starzejemy, hehe. No cóż, niestety ta smutna prawda dotarła do mnie, gdy byłam akurat na plaży. Nie będę się zagłębiać w szczegóły, ani raczyć Was moimi roznegliżowanymi fotkami, bo bardzo nie chcemy, żebyście oślepły, prawda? :D
Zdjęcie autorstwa mojego męża, a na horyzoncie nawałnica, która przetoczyła się pod koniec lipca, bodajże w czwartek przez Polskę (ta, która wyrządziła tyle szkód w Legnicy). Byliśmy akurat na molo w Międzyzdrojach, gdy ja, nadworna panikara i katastrofistka rodziny dostrzegłam czerń na horyzoncie. Wyprorokowałam ulewę i burzę i nakazałam odwrót. Zdążyliśmy dojść do auta, gdy lunęło. Wycieraczki nie nadążały. Coś strasznego...
Tak czy siak, wypad nad morze się udał, Tomaszek zadowolony, my również. Później były imprezy imieninowo-urodzinowe i niespodzianka...



... czyli totalnie niespodziewankowa przesyłka od Juunki!!! Jak ja się ucieszyłam! Pomyślałam, rety, myślałam, że wszyscy o mnie zapomnieli, a tu w liście od wżej wymienionej czytam, że właśnie nie. Serce mi urosło, wzruszyłam się niesamowicie i podniosło mnie to bardzo na duchu. Juunka! Dziękuję Ci kochana! Dostałam kopa do działania :) A piękny magnez lodówkowy przypomina mi o miłych osobach, które potrafią rozjaśnić nudę i wrzucić lenia w kąt jednym listem i pięknym upominkiem. Dziękuję raz jeszcze!


Co tam jeszcze się wydarzyło... ach tak! Mąż pojechał na koncert U2. Miałam być tam i ja, ale ze względu na ciążę wolałam nie ryzykować przepychania się w tłumie podczas wchodzenia i wychodzenia ze stadionu, a poza tym koncert spędziłabym w kilometrowej kolejce do toi-toi (jak zawsze w ciąży...). Jest mi żal, bo wiem, jak tam było. To wydarzenie zapadło w pamięć nie tylko fanom zespołu, wszyscy się świetnie bawili, mąż ma gęsią skórkę gdy ogląda filmiki z koncertu a ja... cóż... jak na prawdziwą kurę domową przystało czekając na mojego małża zabrałam się za robienie przetworów na zimę. Tak dla zabicia czasu. Na pierwszy ogień poszły ogóry w musztardzie, papryka marynowana i surówki obiadowe. W tej chwili gotują się buraczki, zaraz zabieram się za tarcie (bleee).
Kończę.
Tak naprawdę to nie jestem pewna, czy ktokolwiek przebrnie przez mega notkę :)
Ach, najważniejsze! Ziarenko w brzuszku rośnie, w czwartek kolejna wizyta, podzielę się z Wami nowinami :)
Pozdrawiam Wszystkich serdecznie!

piątek, 5 czerwca 2009

Resztkowe ciasto rocznicowe

Czego rocznica była wczoraj, każdy Polak wie ;) Zamarzyło mi się coś słodkiego w białych i czerwonych barwach, ale z braku laku jest biało i jagodowo. No dobra, przyznam się, że rocznica była jedynie wymówką. Mam zachcianki.....


Deser faktycznie resztkowy, z tego, co oferowała moja kuchnia. Tortownicę zaprzepaścił mąż, wykorzystałam zatem małą keksówkę.
Teraz od dołu - dziewięć ostatnich herbatników na spód. Paczka białego serka (ok 300 g) połączona z cukrem pudrem (ok 80 g), żelatyną (3 łyżeczki rozpuszczone we wrzątku) i odrobiną mleka. Dałam naprawdę mało cukru, bo na wierzch poszła resztka zeszłorocznych jagód w syropie (bardzo słodkie). Podgrzałam je i wymieszałam z paczką galaretki.
Ot, cała filozofia, a niebo w gębie ;)

Skrobnę także o candy u Oli, której przy okazji składam najlepsze życzenia urodzinowe!!!!!
Candy o tutaj - KLIK!
A poniżej zdjęcie tego, co można wygrać. Kolejne candy z cyklu "Chyba utopię się w kałuży, jeśli nie wygram...".