czwartek, 15 lipca 2010

Inspiracyjnie

Przełamałam jakoś moją niemoc twórczą i mam aktualnie coś na warsztacie. Jeśli dobrze pójdzie, jutro się pochwalę.Powróciłam do przeglądania francuskich blogów, które kipią od inspiracji. Czy wspominałam Wam, jak zakochana jestem we francuskim design dla dzieci? Nie tylko ciuszki, ale także vintage zabawki, pokoje w stylu boho, pop, retro meble "zrobione na szaro", ozdobione napisami bądź gwiazdkami. Właśnie, gwiazdki. Muszę Wam się przyznać, że to moja druga miłość, obok muchomorków i jak widać, świetnie się razem komponują :)

Na pierwszym miejscu listy marzeń znajduje się lampa-muchomorek. Ech, szczęśliwe Francuzki. Mnie nie stać nawet na przesyłkę.Na drugim miejscu pościel w gwiazdki. Bo że na jakimś meblu machnę podobne, to bądzcie pewne. Dajcie mi tylko trochę czasu ;P
Popatrzcie, takie gwiazdki właśnie mnie zauroczyły.



A jeśli miałybyście ochotę i czas, to zapraszam w dwa miejsca, w których można pozachwycać się przepięknymi meblami w stylu retro, przeznaczonymi do pokojów dziecięcych. Jestem nimi zauroczona.
Leï & Li oraz Dans ma roulotte .
A i jeszcze Atelier Charivari.

niedziela, 11 lipca 2010

Ło Matko....

Ło Matko.... znowu mnie tak długo nie było! Zabijcie, ale.... są wakacje.... :)
Byczę się, haruję, byczę się i znów haruję, a potem byczę się i jeszcze trochę haruję. Taka huśtawka.
Nie miałam nawet okazji wstawić zdjęć prześlicznego kubeczka w muchomorki, który dostałam od Ani i Ity, co niniejszym czynię. O!
Piękny, prawda?



Dziewczyny! Bardzo, bardzo, bardzo mocno Wam dziękuję za tą piękną i uroczą niespodziankę! Nawet nie wiecie, jak wielką przyjemność mi sprawiłyście :) I przepraszam, że tak długo zwlekałam z pochwaleniem się. Mea culpa....

Poza tym dość się obijam twórczo. Chociaż wczoraj.... Pytanie z cyklu "Co można zrobić z....?"
Starej skórzanej torebki, resztki ze skróconej spódnicy i starego łańcuszka?
Oczywiście, że bransoletkę!
Zaczarowały mnie ta i ta i kilka innych. Zmontowałam zatem coś w marynarskim stylu, tak pod te wakacje i jestem bardziej niż zadowolona :)

Dobra! Zaraz biegnę na mecz, a jutro nadrabiam blogowe zaległości.
Pozdrawiam Was serdecznie!

wtorek, 25 maja 2010

Szmaticzka

Trochę Was zaniedbałam, muszę zatem nadrobić.
Postanowiłam, że uszyję Zosi przytulankę, taką do spania, z całkowicie miękkich tkanin. Kolory oczywiście jaskrawe, bo na pastele moje dziecko nawet nie spojrzy. Tomaszek wyszedł z Babcią na spacer, a my wykorzystując sytuację oddałyśmy się babskim sprawom. Zosia buszowała w tasiemkach i sprawdzała jak smakują poszczególne kolory, ja zastanawiałam się nad dodaniem do szmaticzki kokardki. Ostatecznie jednak stwierdziłam, że nie. A niech jeszcze wsadzi sobie osty koniec kokardki do oka śpiąc (okej, może wyolbrzymiam, ale zrozumcie matkę....)
Przymierzałam Zośce kokardki. Żadne tam róże czy fiolety. Muchomorkowa tasiemka wygrywa, a moja córa znakomicie wpisuje się w muchomorkowe szaleństwo matki z końca ciąży (coś musiało być na rzeczy....).
Poniżej moje dziecię w trakcie mega zabawy (aż oddech jej się skrócił tak było fajowo :))


Tutaj Zosia pozuje ze szmaticzką-pajacykiem (po prawej).


Jak tej mordki można nie kochać?
:D

Królewna Śmieszka i Książę Nerwowy

Nie wiem jak mam Was przeprosić. Dawno tu nie zaglądałam, złożyło się na to wiele rzeczy. Nie będę się tłumaczyć, bo nie o to tu chodzi.
Mam wiele zaległości do nadrobienia, mam cichą nadzieję, że mnie nie skreśliłyście :/
Pokażę Wam co w dużej mierze ostatnio zajmowało i czemu oddawałam się bez reszty.
Królewna Śmieszka i Książę Nerwowy - moje dzieci.
Na zdjęciach poniżej piżamowe ludki o poranku.



Pozdrawiam i jeszcze dziś biegnę wszystkie Was odwiedzić.
Pozdrawiam!

poniedziałek, 12 kwietnia 2010


Nie pisałam dawno.
Miałam w sobie jakąś dziwną awersję do internetu, przez co i do Was nie zaglądałam. Przepraszam. Mój syn przejął komputer, buszując na stronach z bajkami i grami dla maluchów, ja w wolnych chwilach wolałam zajrzeć do książki, bo bardzo mi tego brakowało.
Wybaczcie, że nie zajrzałam w Święta, by złożyć Wam życzenia. Dużo na głowie, a potem skleroza.
Ale to, co stało się w sobotę wstrząsnęło mną do głębi.
Straciliśmy tylu wspaniałych ludzi! Odczuwam wielki smutek, choć z poglądami części z nich mogłam się nie zgadzać, jednych darzyłam sympatią, a za innymi wręcz nie przepadałam. Dziś poznaję ich na nowo z opowieści ich bliskich, wspomnień, anegdot i aż mi szkoda, że dopiero teraz. Chwilami aż mi głupio.
Pozdrawiam Was!

czwartek, 4 marca 2010

A kuku!


To ja w całkiem nowej odsłonie. Tak krótkich wlosów nigdy jeszcze nie miałam, ale pomyślałam, że co mi tam. Przecież odrosną :D Wiosna idzie, ptaszki śpiewają, zmiany w naturze, ja też chciałam się nieco odmienić. A że nie robię się coraz młodsza (niestety), choć fryzurą chciałam zamaskować te 28 lat....
Na prośbę cioci wróżki pokazuję wózek, a dla zainteresowanych zdjęcia mojego potomstwa ;)
Na zdjęciach w roli statysty wystąpiła moja Mamusia.





A co u nas? Szyje się, szyje. Torbę do wózka, lalki, spódniczkę.... Robi się pierogi, piecze babeczki na sobotnie i niedzielne wizyty gości, a! I obiad muszę zrobić. Pędzę zatem do dzieci i garów, bo Zosia zaraz się obudzi i już nic nie zrobię.
Pozdrawiam!

środa, 24 lutego 2010

Sielsko-janielsko

Słowem wstępu zacytuję mojego ukochanego Andrzeja Sapkowskiego

Świat, cni panowie, ostatnimi czasy wziął się nam i zwiększył. A i zmalał zarazem.
(Boży bojownicy).

Gdy czytałam trylogię husycką w czasach studenckich, tak rżałam ze śmiechu, że lektor wyprosił mnie z zajęć angielskiego 0_o (dla jasności - czytałam pod stołem. Tzn książka była pod stołem, na kolanach, nie ja :D)
Życie udowodniło, że Sapkowski po raz kolejny miał rację. Tak samo, jak w Pani jeziora, gdzie w usta krasnoluda włożył następujące słowa: Postęp - rzekł Yarpen wreszcie - jest jak stado świń. I tak należy na ów postęp patrzeć, tak go należy go oceniać. Jak stado świń łażących po gumnie i obejściu, Z faktu istnienia tego stada wypływają rozliczne korzyści. Jest golonka. Jest kiełbasa, jest słonina, są nóżki w galarecie. Słowem, są korzyści! Nie ma co tedy nosem kręcić, że wszędzie nasrane.
Ech.... kto kocha, zna Sapka, ten wie, że jego książki naszpikowane są życiowymi sentencjami tak samo, jak dobra kasza skwarkami :) Ups, znów go zacytowałam. Cóż.... przejdźmy do meritum.
To, że świat jest mały, każdy z nas wie. Ja też się o tym co krok przekonuję. Na przykład taka babi-bu okazała się być moją sąsiadką z dzieciństwa :) Dalej.... pyta mnie jakiś czas temu, przy okazji, czy znam Anię, bo ona też z naszego miasta. Piszę Jej więc, że z Anią przyjaźnimy się od chyba pierwszej klasy liceum, także tak, znam Anię :)
Jednak największym zaskoczeniem okazała się dla mnie być Alizee. Gdy spotkałam ją jakiś czas temu w niezbyt miłych, rodzinnych okolicznościach, nie sądziłam, że jest podziwianą i dawno przeze mnie podglądaną Alizee. Sprawa wypłynęła nieco później i jak się okazało, jest najbliższą kuzynką mojej Mamy, której nie widziałam dobrych kilka lat (Alizee, nie Mamy ;)). Świat jest mały, ale jak dla mnie się powiększa, bo wciąż odkrywam nowe, bliskie mi osoby, z którymi coś mnie w przeszłości łączyło.
A cały wywod po to, by zaprezentować Wam pięknego zaspanego aiołka, jakiego dostała od Alizee moja Zosieńka. Nowy lokator już się zadomowił na maszynie singerowskiej po Dziadku, gdzie pasuje jak ulał.
Alizee! Dziękuję! Jest piękny, a precyzję wykonania podziwiałam chyba z godzinę, macając na wszystkie strony :)
A następnym razem pochwalę się, co dostałam od Jaszki :D

A teraz apel. Uwaga! Zachorowałam na punkcie tej bransolety z French Connection. Śnię o niej, serio, nie wiem co we mnie wstąpiło, po prostu się zakochałam. Jest to o tyle śmieszne, że bransolet nie noszę, a ta po prostu nie chce wyjść z mojej głowy od bardzo, baaardzo dawna.
Jeśli ktoś miałby namiary na sklep, jakieś czarodziejskie miejsce gdzie taką, bądź podobną znajdę, byłabym dozgonnie wdzięczna. A może ktoś mógłby taką zrobić na zamówienie? A może w koncu ktoś z Was zna kogoś, kto może takie cuś zrobić? Dajcie, błagam cynk!
Pozdrawiam Was!